Covid i matura w terminie dodatkowym, czyli fanfary dla Zuzanny

Na początku maja, tuż po tym jak maturzyści, a wśród nich moja rysowniczka, przystąpili do najważniejszej szkolnej próby… u Staszka zdiagnozowano covid. Trafiliśmy na kwarantannę, która dla Zuzanny oznaczała przerwanie ciągu egzaminów i przełożenie pozostałych na termin dodatkowy.

Postanowiłam opisać naszą majową historię, aby utrwalić to, co wtedy przeżywaliśmy. W chwili gdy trafiliśmy na kwarantannę, zaczęłam szukać w internecie informacji o maturze w terminie dodatkowym, zwłaszcza opisów osobistych doświadczeń. Znalazłam jedynie opisy procedur wnioskowania o termin dodatkowy (na stronach Centralnej Komisji Egzaminacyjnej), takie same informacje na stronach niektórych szkół (przekopiowane ze stron CKE), garść statystyk i dosłownie kilka wpisów na forach dla maturzystów. W maju bardzo dziwiła mnie internetowa pustka w tym temacie, ale w tej chwili jest on już i dla mnie mocno letni, choć pewnie będzie jeszcze wracał przy spotkaniach z rodziną i znajomymi. Okazało się, że nie taki diabeł straszny i ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, jednak dwa miesiące temu patrzyłam na to inaczej. Dziecko, nawet pełnoletnie, jest ciągle moim dzieckiem. Byłam w tej sytuacji po prostu zatroskaną mamą.

Jak wygląda zdawanie egzaminów maturalnych w terminie dodatkowym?

W szczególnych przypadkach losowych lub zdrowotnych dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej (OKE) może wyrazić zgodę na zdawanie egzaminu maturalnego z jednego lub kilku przedmiotów w terminie dodatkowym. Odbywa się to na wniosek ucznia (lub rodzica), który składa stosowne dokumenty u dyrektora swojej szkoły. Następnie dyrektor przesyła wniosek do OKE, uzupełniając go wcześniej, jeśli jest taka potrzeba, o stosowne informacje (np. w przypadku dysleksji).

Na stronach CKE możemy przeczytać m.in., że:

  • wniosek o  przystąpienie do egzaminu w terminie dodatkowym należy złożyć u dyrektora szkoły „nie później niż w dniu, w którym odbywa się egzamin maturalny z danego przedmiotu”
  • dyrektor musi przesłać wniosek i pozostałe dokumenty najpóźniej następnego dnia
  • „rozstrzygnięcie dyrektora okręgowej komisji egzaminacyjnej jest ostateczne”

Już pobieżne przyjrzenie się procedurze wnioskowania o termin dodatkowy nasuwa wniosek, że szczególnie trudna jest sytuacja maturzysty, u którego przypadek losowy lub zdrowotny uniemożliwiający dotarcie na egzamin pojawia się nagle. Kilka lat temu głośno było o grupie maturzystów dojeżdżających do warszawskich liceów od strony Marek. Wypadek na tej trasie w dniu egzaminu z języka angielskiego skutkował ogromnym korkiem i kierowcy, którzy czekali na odblokowanie drogi, mogli zaobserwować maturzystów biegnących wzdłuż sznura aut. Nie wszystkim udało się wtedy zdążyć na egzamin.

Nauczyciele starają się przygotować uczniów (i ich rodziców) na każdą okoliczność, a więc na taką również. Na ostatnim zebraniu klasowym temat matur był tematem wiodącym i usłyszeliśmy m.in. instrukcję odnośnie tego, co trzeba zrobić, gdy nie dotrze się na egzamin. Myślę, że większość rodziców puściła to mimo uszu.  Przecież takie rzeczy zdarzają się tylko innym.

Uczeń, który z nieoczekiwanego, nagłego powodu nie może zjawić się na egzaminie maturalnym musi:

  • zmierzyć się z szokiem (tak jak uczniowie z sytuacji opisanej powyżej)
  • jak najszybciej przystąpić do kompletowania dokumentów potrzebnych do wnioskowania o termin dodatkowy

Być może nieco łatwiej mają maturzyści, u których przeszkoda w zdawaniu egzaminu pojawiła się z wyprzedzeniem. Zachorować lub trafić na kwarantannę można wcześniej,  nie tylko w dniu egzaminu. Bywa też, że egzamin maturalny koliduje z ważnym wydarzeniem (np. prestiżowym konkursem) i uczeń na długo przed rozpoczęciem matur wie, że dany egzamin będzie zdawał w terminie dodatkowym.

Matura Zuzi została przerwana w chwili, gdy ekipa pogotowia ratunkowego zrobiła Staszkowi test. Odbyło się to w domu, około 22:00.

Początkowo nie byliśmy pewni, jakie dokumenty mamy skompletować i czekaliśmy na wskazówki ze szkoły. Rankiem następnego dnia po diagnozie zadzwoniono z sanepidu i oficjalnie nałożono na nas kwarantannę. Prawdopodobnie już w trakcie tej rozmowy można było poprosić o stosowny dokument dla Zuzi, ale nie przyszło nam to do głowy.

Postanowiłam zdalnie zdobyć potwierdzenie o odbywaniu kwarantanny wystawione na Zuzię i przesłać je, wraz ze skanem deklaracji, do szkoły.

No i zaczęło się wiszenie na telefonie.

Pod koniec ubiegłego roku funkcjonowanie sanepidów zostało usprawnione (?) wprowadzeniem systemu SEPIS. Skrótowiec ten (ma rozwinięcie: System Ewidencji Państwowej  Inspekcji Sanitarnej) brzmi dla mnie jak imię jakiegoś egipskiego boga. Dał mi się trochę we znaki 🙂

Od chwili wprowadzenia systemu SEPIS nie jest możliwy jakikolwiek zdalny kontakt (telefoniczny, mejlowy) z miejscową stacją sanitarno-epidemiologiczną, jeżeli sprawa dotyczy COVID-19. Przyszło mi do głowy, żeby mimo to zadzwonić do swojego sanepidu (niby w innej sprawie), ale nikt nie odbierał.

Zadzwoniłam więc na ogólnopolską infolinię i przez dłuższy czas wybierałam tonowo różne numery, zgodnie z ich nazwami, ale nie mogłam trafić we właściwy, bo pani A, która odebrała pod 123 mówiła, że mam wybrać  125, a pan B, który odebrał pod 125 mówił, że jednak 123 i tak bez końca (numery są przykładowe, bo prawdziwych nie pamiętam). W końcu ktoś się zlitował i powiedział, że nie trzeba niczego wybierać tonowo, tylko po prostu odczekać, aż ktoś odbierze i poprosić o przełączenie do wypełnienia formularza. O dziwo, zadziałało i połączyłam się w końcu z konsultantem. Przedstawiłam swoją sprawę, która bardzo zdumiała osobę na linii, na koniec podałam swoje dane potrzebne do skierowania sprawy do mojego sanepidu i od tej chwili miałam czekać na kontakt.

Dosyć szybko doczekałam się telefonu, wyjaśniłam czego potrzebuję i otrzymałam zapewnienie, że otrzymam dokument  najszybciej jak się da.

A potem, kiedy już zaświadczenie znalazło się w mojej skrzynce mejlowej… okazało się, że urzędniczka pomyliła się przy pisaniu daty i z dokumentu, który mam przed oczami wynika, że kwarantanna najpierw się skończyła, a dopiero potem zacznie.

Jedyne, co mogłam zrobić to jeszcze raz wykonać cały ten cykl: infolinia, przekierowanie do formularza, przedstawienie sprawy (innej osobie) i czekanie na kontakt.

W międzyczasie Zuzia znalazła na stronach CKE deklarację wypełnianą przez maturzystów wnioskujących o termin dodatkowy (załącznik nr 6), wydrukowała ją i wypełniła.

Ze szkoły natomiast przysłano prośbę, żeby w miarę możliwości dostarczyć jednak oryginały.

Stacja sanitarno-epidemiologiczna, której podlegamy mieści się w odległości około 2 km od szkoły Zuzi. Uznałam, że najwygodniej będzie poprosić panią z sanepidu, żeby przysłała mi poprawiony dokument na skrzynkę (muszę sprawdzić datę), a oryginał wydała upoważnionej przeze mnie osobie. Później wystarczyło tylko poprosić sąsiada (dziękuję, Piotrze!) o odebranie od nas deklaracji i upoważnienia, podjechanie najpierw do sanepidu i odebranie zaświadczenia o kwarantannie, a następnie do szkoły Zuzi i zostawienie tam obu dokumentów.

Siłą rozpędu zadzwoniłam jeszcze w kilka innych miejsc, między innymi poinformowałam pracodawcę. Udało mi się również połączyć z lekarzem rodzinnym, który od razu zakwestionował wszystkie wytyczne z karty medycznych czynności ratunkowych – nie dopuszczając mnie do dyskusji i nie proponując niczego w zamian.

Przez kilka pierwszych dni choroby Staszka ciągle słyszałam jakieś rady: kup taki lek, kup siaki lek, oddaj do szpitala, nie oddawaj do szpitala.

A potem wszystko nagle ucichło. Mieliśmy zrobione zakupy. Nikt nie dzwonił. Wojtek miał zdalne lekcje. Zuzia się uczyła. Staszek przesypiał całe dnie.

W tej ciszy uświadomiłam sobie, jak wspaniale zachowała się Zuzia. Przyjęła wszystko z dużym spokojem, a przecież musiała zracjonalizować sobie coś takiego:

Nie mogę zdawać egzaminów, bo tato jest chory

Należało zaakceptować, że egzaminy trzeba będzie zdawać w innym terminie, w innym miejscu, wśród innych osób.

To ja denerwowałam się bardziej i długo nie mogłam się pogodzić z takim obrotem spraw. Problem w tym, że na początku maja termin dodatkowy rysował się tak jakoś niepewnie. Skoro w pierwszym terminie się nie udało – kto zagwarantuje, że w drugim wszystko potoczy się bez przeszkód? Dodatkowo pojawiły się zapowiedzi powrotu uczniów do szkół. W innej sytuacji  skakalibyśmy do góry z radości, ale nie w tej, w której się znaleźliśmy. Co jeśli klasa Wojtka trafi na kwarantannę?

Pod koniec maja otrzymaliśmy informację o pozytywnym rozpatrzeniu wniosku. Poinformowano nas również o miejscu zdawania egzaminów w terminie dodatkowym.

Z nadejściem czerwca wszystko się zmieniło. Wszyscy poczuliśmy się lepiej. Zrobiło się bardzo ciepło. W dniu, w którym Zuzia zadawała pierwszy egzamin w terminie dodatkowym, Wojtek miał wycieczkę klasową. Do samego końca czułam leciutkie napięcie, gotowość do działania i zmiany planów, ale nie było to potrzebne. Nie wydarzyło się już nic zaskakującego. Nic już nie przeszkodziło Zuzi w maturalnych zmaganiach; wszystko zakończyło się 15 czerwca, kiedy Zuzia zdała ostatni egzamin – fizykę na poziomie rozszerzonym.

Zupełnie inaczej i bez większego stresu przebiegł etap rekrutacji na studia. Zuzia postanowiła studiować  informatykę. Złożyła podanie na PW i UW, dostała się na obie uczelnie ze sporym zapasem punktowym, a ostatecznie wybrała politechnikę.

Gratuluję, Kochana. Jesteś bohaterką.

Zagadka nr 4 (anagramowa)

21 grudnia 2020

zagadka anagramowa
  • „Tren lina w miniczołgu”
  • „Nić Edenu i źli w wodzie”
  • „Dodo ma Tanew”
  • „Rwa krętacza”
  • „Kurs cyny”

Przeanagramowałam pięć tytułów wybranych z określonego zbioru. Tytuły, których użyłam składają się z dwóch lub trzech wyrazów. Nie ma w nich spójników, przyimków, przysłówków i zaimków. Są natomiast rzeczowniki (8) oraz czasownik (1), przymiotnik (1) i liczebnik (1). W sumie 11 wyrazów.

Pytanie brzmi: czy da się odtworzyć te tytuły na podstawie podanych informacji?

Mały szaradziarski powrót do przeszłości

22 czerwca 2020

Moje szaradziarstwo. Wyniki

Odkryłam właśnie coś, co pozwoliło mi przenieść się ponad 20 lat wstecz. Jestem studentką i początkującą szaradzistką. Mieszkam w akademiku w Warszawie i w moim otoczeniu nie ma nikogo, kto interesowałby się szaradziarstwem. Nie mam internetu, komputera, żadnego słownika, atlasu; mam natomiast dużo zapału i samozaparcia. Mój wehikuł czasu to mały zeszycik zapełniony liczbami.

Czytaj dalej Mały szaradziarski powrót do przeszłości

Zagadka nr 3 (muzyczno-filmowa)

20 czerwca 2020

Od kilku dni towarzyszy mi pewne dzieło muzyczne. Nie mogę (i póki co nie chcę) się od niego uwolnić. Wysłuchałam różnych wersji tego wieloczęściowego utworu już chyba ze 20 razy, a ponieważ trwa on około 30 minut, więc łatwo policzyć, ile godzin mi skradł. Jest w nim i chór, i orkiestra; są soliści i instrumenty solowe. Słyszę te dźwięki nawet wtedy, gdy zdejmę słuchawki (bo rzecz jasna nie katuję całej rodziny swoją nową fascynacją). Utwór jest bardzo pogodny, słychać w nim ogromny temperament jego twórcy.

Czytaj dalej Zagadka nr 3 (muzyczno-filmowa)

Mam na imię logogryf

15 czerwca 2020

Logogryf i gryf
Gryf na straży logogryfu

Kilka tygodni temu Wojtek podszedł do mojego biurka i rozłożył przede mną zeszyt ćwiczeń do edukacji dla bezpieczeństwa. Zerknęłam. Rozwiązywał logogryf i do pełnego sukcesu brakowało mu jednego wyrazu. Podpowiedziałam brakujące słowo (jeszcze do tego wrócę), a potem pomyślałam, że skoro krzyżówki  z podręczników same do mnie przychodzą – to być może powinnam coś o tym napisać.

Czytaj dalej Mam na imię logogryf

Na nim Julia, pod nim Romeo, czyli tropem niezwykłych określeń

1 maja 2020

Postanowiłam podzielić się próbką kolekcji szaradziarskich określeń zbieranych przeze mnie już od dłuższego czasu przy okazji rozwiązywania krzyżówek, startów w turniejach, pracy redakcyjnej.  Notuję określenia pojawiające się w zadaniach szaradziarskich z wielu powodów. Niektóre bardzo trafnie przedstawiają typowe pułapki językowe, logiczne, merytoryczne, w które wpadamy. Inne doskonale obrazują szaradziarskie konwencje, którymi się posługujemy. Jeszcze inne są po prostu zabawne, choć niekoniecznie dla każdego.

Czytaj dalej Na nim Julia, pod nim Romeo, czyli tropem niezwykłych określeń