Pchełki

Kiedy redaktor jest chirurgiem…

Jesteśmy w siedzibie redakcji szaradziarskiej. Przy dużym biurku redaktor prowadzący wymienia z korektorką spostrzeżenia na temat numeru, który wkrótce pójdzie do druku. Jest milutko, gra radio, padają kolejne uwagi („dla mnie ten przecinek może być”), od czasu do czasu słychać cichy śmiech. W pewnej chwili korektorka mówi bardzo zdecydowanym tonem:
– Nie zmieści się. To jelito trzeba skrócić.
Chodzi oczywiście o określenie słowa „jelito”, które jest za długie i wymaga przycięcia.

Kiedy po raz pierwszy spotkałam się w materiale redakcyjnym z „gulgoczącym maluchem”, spędziłam sporo czasu na próbie zweryfikowania tej informacji. Dowiedziałam się wtedy, że indyczęta powinny „raczej śpiewać niż piszczeć”, że mogą jeść posiekany krwawnik i listki pokrzywy oraz że indyczki wodzące młode, bardzo często zaczynają gulgotać (ktoś musi zademonstrować „chłopakom”, jak to się robi). Informacji o tym, w jakim wieku indyki zaczynają gulgotać, niestety nie znalazłam. Może zajrzy tutaj hodowca drobiu i wtedy się dowiemy  🙂
A co z takimi określeniami jak: „maleństwo z igłami” oraz „kraczące maleństwo”? Jeżątka rodzą się nagie, ale kolce pojawiają się tuż po urodzeniu, więc rzeczywiście są to niezwykle urocze maleństwa z igłami. Wronięta bywają określane również jako „kraczące pisklęta”, czyż to nie oksymoron?

„Piaskarze w altanie”

Taki tytuł obrazu odczytałam kiedyś w polach z kropką w wypełnionej krzyżówce. Hm, co niby mogliby robić piaskarze w altanie? Dlaczego akurat piaskarze? I w jaki sposób autor obrazu odmalował cechy ich profesji, przenosząc ich z otoczenia, w którym zwykle pracują, w miejsce kojarzące się z luksusem, wytchnieniem, piękną roślinnością?  Odpowiedź na te wszystkie pytania jest bardzo prosta.

Ile lat ma najstarszy sześciolatek?

„Mój ma trochę problemów z geografią, nie lubi też pisać wypracowań, no ale to sześciolatek”. Takie zdanie przeczytałam na jakimś forum dla rodziców i zdziwiłam się, lecz tylko na chwilę, dopóki nie doczytałam kontekstu. Nie wiem, ile lat ma najstarszy sześciolatek, ale mój sześciolatek właśnie zaczął naukę w liceum. Jak to możliwe?

Twórców krzyżówek obowiązuje niepisana zasada, że słowo odgadywane oraz słowa występujące w określeniu nie powinny należeć do tej samej rodziny. Oznacza to, że akcjonariusza nie określimy z użyciem słowa akcje, sokowirówki z użyciem słowa sok itp. Redaktorzy dokonują istnej ekwilibrystyki słownej, żeby określić takie hasła jak lewoskręt czy gasidło. Bywa to sztuką dla sztuki, ponieważ wprawieni czytelnicy znają już te chwyty doskonale. Eliminowanie wyrazów z tej samej rodziny nie sprawia, że określenie staje się bardziej zagadkowe. Weźmy takiego „nosacza”. Z moich obserwacji wynika, że prawie zawsze określany jest jako „małpa z okazałym narządem powonienia”. Cóż by się stało, gdyby dla odmiany napisać, że jest to „małpa z dużym nosem”? Jeśli o mnie chodzi, w niczym by mi to nie przeszkadzało.

Czy wiecie, kim był Ikar Tomasz Ekin?
Taką wizytówkę odczytałam kiedyś w ciągu kolorowych kratek stykających się bokiem (po rozwiązaniu krzyżówki z wężykiem). Od razu pomyślałam o rodzinie na styku kultur (polskiej i greckiej), to by tłumaczyło, skąd takie imiona. Ale kiedy próbowałam dowiedzieć się czegoś więcej o panu Ikarze Tomaszu, mimo intensywnego buszowania w domowym księgozbiorze i w internecie – niczego nie znalazłam. Dlaczego?

Na strefówce w 2018 roku, czyli w drugim etapie XVII Szaradziarskich Mistrzowskich Polski rozwiązywaliśmy między innymi jolkę, w której wyrazy pionowe zostały określone w kolejności przypadkowej, natomiast poziomo należało wpisać nazwy zwierząt (pierwsze litery podano w kolejności alfabetycznej).
Na podstawie określenia: „z rogaczem w stadzie” należało odgadnąć słowo „łanie”, ale jeśli ktoś nie zachował liczby mnogiej i wpisał „łania”, otrzymywał taki oto układ liter: _ Y_ A _ A. No i aż się prosiło, żeby umieścić tam słowo „żyrafa”. Ręka do góry, kto tak zrobił na turnieju, a potem doczytał, że to mają być ssaki drapieżne. Tak więc, moi Drodzy, uważajcie na drapieżne żyrafy.

Określenie z serii tak zwanych „lubów”. Obyśmy zawsze mogli imprezować kulturalnie. Odgadywane słowo to oczywiście „impreza”.

Jaki „makabryczny” dialog można usłyszeć w siedzibie redakcji szaradziarskiej?

Kilka lat temu wytropiliśmy w naszej okolicy niewielki sklep z dosyć bogatym asortymentem. Były w nim różności: łopaty, rękawice, wyplatane meble, jakieś kubki, flakony, półbuty na stojakach i jeszcze masa innych rzeczy. I był jeszcze szyld:

wiklina, obuwie, ceramika itp.


cdn.

2 myśli w temacie “Pchełki”

  1. O mój Boże! To musi zostać 🙂 Takiego byka walnęłam w pchełce z szyldem. Albo nie. Jednak poprawię, a historia mojego gapiostwa zostanie tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *