Mam na imię logogryf

15 czerwca 2020

Logogryf i gryf
Gryf na straży logogryfu

Kilka tygodni temu Wojtek podszedł do mojego biurka i rozłożył przede mną zeszyt ćwiczeń do edukacji dla bezpieczeństwa. Zerknęłam. Rozwiązywał logogryf i do pełnego sukcesu brakowało mu jednego wyrazu. Podpowiedziałam brakujące słowo (jeszcze do tego wrócę), a potem pomyślałam, że skoro krzyżówki  z podręczników same do mnie przychodzą – to być może powinnam coś o tym napisać.

Mam już na stronie jeden wpis o logogryfach i jest to jeden z chętniej czytanych tekstów.

Aby rozkręcić się w pisaniu na ten temat, zaczęłam notować zagadnienia dotyczące logogryfów ze szkolnych podręczników. Oto przykładowe pytania, które nasunęły mi się w trakcie tych rozważań:

  • Dlaczego redaktorzy podręczników uparcie nazywają logogryf krzyżówką?
  • Dlaczego zdecydowana większość zadań w podręcznikach to właśnie logogryfy (nazywane krzyżówką)?
  • Dlaczego środowisko szaradziarskie nie reaguje na taki stan rzeczy, czyli na używanie niewłaściwej terminologii? A może jednak reaguje, tylko coś mi umknęło?
  • Jaką wartość (m.in. dla popularyzacji szaradziarstwa) mają logogryfy zamieszczane w podręcznikach?
  • Co jest trudniejsze do rozwiązania: krzyżówka z czasopisma szaradziarskiego czy logogryf z podręcznika (zakładając, że bazują na materiale o podobnym stopniu trudności)?
  • W jaki sposób uczniowie rozwiązują logogryfy z podręczników?
  • Co o logogryfach z podręczników mówią sami uczniowie?
  • Czy temat logogryfów w podręcznikach wart jest jakichkolwiek rozważań? To oczywiście żart, przecież już piszę i rozważam.

Początkowo zamierzałam napisać jeden długi, wyczerpujący artykuł omawiający wszystkie aspekty logogryfów z podręczników, ale już teraz widzę, że to się nie uda.

W tym tekście zamierzam skupić się na nazwie logogryf. Spróbuję również odpowiedzieć na pierwsze pytanie z powyższej listy.

Hm, najlepiej będzie, gdy od razu przejdę do konkretu, czyli cytatu.

Obecnie (od końca lat trzydziestych XX w.) jest to zadanie diagramowe, w którym odpowiednie (najczęściej te same) litery niekrzyżujących się słów wpisanych w diagram (czytane poziomo, w wersji trudniejszej pionowo) tworzą rozwiązanie.

fragment hasła logogryf, „Encyklopedia Rozrywek Umysłowych”, Krzysztof Oleszczyk, 2009

Definicja ta odnosi się przede wszystkim do logogryfów zamieszczanych w czasopismach szaradziarskich. W odróżnieniu od zadań z podręczników mają one prostokątne diagramy. Wówczas kilka zaznaczonych kolumn oznacza automatycznie te same litery (np. drugą, trzecią i czwartą) każdego wyrazu wchodzące do hasła.

Z punktu widzenia nazewnictwa w powyższej definicji kluczowa jest fraza „niekrzyżujących się słów”. Skoro słowa się nie krzyżują, zadanie nie może być nazywane krzyżówką. Tak mogłabym stwierdzić, gdybym myślała o szaradziarstwie radykalnie i bezkompromisowo. Wolę jednak postawę, która zakłada dużą wolność w używaniu słów. Nie takie przykłady niekonsekwencji czy braku logiki w nazywaniu zna język polski. W pojedynku między nazwami „krzyżówka” i „logogryf” nie chodzi  o nadużywanie słowa „krzyżówka” (ma tak wiele znaczeń, niech ma jeszcze i to), ale o niedocenianie słowa „logogryf”.

Zupełnie nie rozumiem niechęci do tego słowa, które moim zdaniem jest… bardzo ładne. Osobiście uważam, że jest to jedna z milszych (dla oka i ucha) nazw szaradziarskich. Patrzę na wersję graficzną słowa logogryf i widzę prawie same kółeczka (porównajcie ze słowem „google”, które jest przecież tak dobrze znane). W wersji dźwiękowej również nic mnie w nim nie niepokoi. Nie jest zbyt trudne do wymówienia. Z pewnością nie trudniejsze niż słowo „krzyżówka”.

Jeżeli uroda słowa logogryf kogoś nie przekonuje, mam inny argument przemawiający za jego używaniem. W zeszycie ćwiczeń, który dał początek tym rozważaniom, jest dziewięć zadań opatrzonych nazwą „krzyżówka”. Szaradzista powiedziałby, że osiem z nich to logogryfy, dziewiąte jest krzyżówką.  Nazwanie wszystkich tych zadań tak samo powoduje zamęt informacyjny.  Wyobraźmy sobie, że nauczyciel zadaje uczniom pracę domową: „ułóżcie krzyżówkę”. Uważny uczeń powinien w tym momencie dopytać: „ale jaką krzyżówkę, proszę pana? Taką jak na 18 stronie, czy taką jak na 53”. Użycie nazwy „logogryf” pozwala doprecyzować, o jakie zadanie chodzi. Poza tym jeśli logogryf nazwiemy krzyżówką, to jak nazwiemy prawdziwą krzyżówkę?

Dlaczego  autorzy podręczników uparcie nazywają logogryf krzyżówką?

Nie mówimy o wszystkich  autorach. Nazwa logogryf już się w podręcznikach pojawia. Jednak, nawet w obrębie tego samego wydawnictwa, zadanie to bywa nazywane dwojako. W efekcie uczeń na biologii rozwiązuje logogryf, a na WOS-ie krzyżówkę, a jest to ten sam rodzaj zadania (przykład wymyślony).

Dlaczego część autorów uparcie tkwi przy nazwie krzyżówka i unika słowa logogryf? Być może z powodu niewiedzy, być może z powodu osobistych skojarzeń. Niektórym osobom słowo krzyżówka nie kojarzy się z krzyżowaniem, tylko z… kratkami.  Są kratki do wypełnienia – więc jest krzyżówka.

Nie przekonuje mnie argument, że słowo logogryf jest obce uczniom i nauczycielom. A nawet jeśli tak jest – to czyja to wina? W ciągu ostatnich lat (kiedy Wojtek był w edukacji domowej) miałam okazję wnikliwie przyjrzeć się podręcznikom. Liczba terminów, nazw, nazw własnych, nazwisk, które mają przyswoić uczniowie, jest ogromna. Niektóre z nich nie będą w życiu do niczego potrzebne.

W przypadku terminologii szaradziarskiej chodzi o tylko jedno słowo. O słowo logogryf. Chciałabym, oczywiście, aby uczniowie rozwiązywali inne zadania szaradziarskie opatrzone właściwymi nazwami, ale od czegoś trzeba zacząć.

Stąd mój dzisiejszy apel

Jeżeli jesteś autorem lub wydawcą podręczników i rozważasz zamieszczenie, w którejś z pozycji zadań szaradziarskich, a nie jesteś (jeszcze) pasjonatem szaradziarstwa:

  • nie miej mi za złe niniejszego wpisu
  • skorzystaj z pomocy szaradzistów; możesz napisać do mnie, albo do którejś z redakcji czasopism szaradziarskich (Rozrywka, Technopol); szaradziści to bardzo życzliwi ludzie, na pewno będą służyć konsultacją i pomocą
  • szanuj nazewnictwo przyjęte w świecie szaradziarskim (logogryf nazywaj logogryfem, krzyżówkę – krzyżówką)
  • szukaj inspiracji w specjalistycznych czasopismach – szaradziarstwo to nie tylko krzyżówki i logogryfy
  • poszukaj informacji o turniejach szaradziarskich przeznaczonych dla dzieci i młodzieży; organizatorzy często udostępniają zestawy zadań rozwiązywane na tych imprezach
  • rozwiązuj zadania zamieszczone w czasopismach szaradziarskich; dzięki temu również na własne zadania spojrzysz z perspektywy odbiorcy, a także poznasz specyficzny język używany przez szaradzistów (niektóre z tych sformułowań nie występują nigdzie poza krzyżówkami)
  • pamiętaj, że tekst mimo ubrania w szaradziarską formę powinien być logiczny; słowa (o ile nie zostało to wyraźnie podkreślone w opisie) zachowują swoje znaczenie.

Dla zilustrowania dwóch ostatnich punktów przytoczę określenie, które sprawiło kłopot Wojtkowi (obiecywałam, że do tego wrócę).

Może być np. terrorystyczny lub słowny. Na podstawie takiego określenia należy odgadnąć słowo pięcioliterowe na literę A. Ewidentnie chodzi o słowo „atak”, ale do diagramu pasuje to słowo, ale w liczbie mnogiej („ataki”).

Być może to zwykła pomyłka przy układaniu zadania. A być może właśnie błąd wynikający z tego, o czym napisałam powyżej. Zwroty typu „terrorystyczny lub słowny”, może być terrorystyczny”, „np. terrorystyczny” – są przykładami  wyrażeń używanych niemal wyłącznie przez szaradzistów.  Wbrew pozorom posługiwanie się nimi wymaga pewnej wprawy.

Większość uczniów prawdopodobnie domyśli się, że w zadaniu jest błąd, ale (piszę to z dużym smutkiem) szkoła nie uczy uczniów krytycznego spojrzenia na podręczniki (i testy!). W szkole akcentowane są przede wszystkim błędy uczniów. Stąd dezorientacja licealisty trafiającego na taki błąd i gorączkowe próby potwierdzenia własnych przypuszczeń w sieci (poszłam tym tropem i znalazłam wpisy na ten temat w internecie).


Dla osób, które ciągle nie są przekonane o konieczności właściwego nazywania zadań szaradziarskich mam pewną historię.

Dawno temu, kilka lat po premierze Parku jurajskiego” pracowałam w przedszkolu. Miałam pod opieką grupę pięciolatków, a w tej grupie kilku pasjonatów świata dinozaurów. Regularnie przynosili mi na biurko rysunki pradawnego świata i dzielili się swoją wiedzą. Opowiadali o tyranozaurach, triceratopsach, brachiozaurach i innych gadach o trudnych do spamiętania nazwach, i nie powstrzymywało ich nawet to, że nie potrafią jeszcze (bo w tym wieku nie muszą) wymówić  „r”.

Nauczyłam się wtedy jednego: fascynacja tematem likwiduje strach przed nowymi, najtrudniejszymi nawet słowami.

Słowo „logogryf”, odmieniane we wszystkich przypadkach, występuje w tym wpisie ponad 30 razy. Równie często starałam się używać słowa krzyżówka” oraz frazy krzyżówka z podręcznika”. Jest to celowy zabieg. Mam nadzieję, że wyszukiwarki pokochają ten tekst i trafi on do wielu osób zainteresowanych tematem krzyżówek i logogryfów w podręcznikach.

11 myśli w temacie “Mam na imię logogryf”

  1. Cieszę się, że pojawił się ten temat – pytania można mnożyć, na przykład dlaczego logogryfy i krzyżówki w podręcznikach są tak słabo skonstruowane? Swoją drogą, ciekaw jestem, czy na studiach pedagogicznych pojawia się wątek wykorzystania szaradziarstwa w edukacji.
    Ale wróćmy do głównego wątku. Też zawsze mnie to zastanawiało, czemu unika się właściwej nazwy, i podejrzewam, że albo autorzy podręczników nie znają właściwej terminologii, albo znają i boją się, że słowo „logogryf” zniechęci i wystraszy ucznia.
    A swoja drogą, te podręcznikowe logogryfy, z hasłem w postaci wyrazu czytanego pionowo, w zasadzie można łatwo przerobić w krzyżówkę, dorysowując brakujące przerywniki między pozostałymi kratkami sąsiadującymi w pionie. Otrzymamy prostą krzyżówkę przerywnikową z jednym hasłem pionowym i kilku-kilkunastoma poziomymi, te ostatnie co prawda będą się krzyżować tylko jednokrotnie, ale to w zasadzie norma w podręcznikowych krzyżówkach.

  2. Dziękuję za obszerny komentarz.
    Tak na pierwszy rzut oka (lub myśli) można stwierdzić, że logogryfy z podręczników są w porównaniu do logogryfów z czasopism szaradziarskich: 1. łatwiejsze do ułożenia, 2. trudniejsze do rozwiązania. (Decyduje o tym liczba liter wchodzących do hasła, bo tylko wychodząc od hasła możemy uzyskać podpowiedź do wyrazu.) Innymi słowy: autor logogryfu z podręcznika ma łatwiej, a odbiorca tego zadania, czyli uczeń – trudniej. A powinno być dokładnie odwrotnie.
    Wszystkie logogryfy z podręczników są niemal takie same. Gdyby ktoś zaproponował mi ułożenie partii zadań do podręcznika i zastrzegł, że mają to być logogryfy nieregularne – to pewnie starałabym się o jakieś urozmaicenia, np. kropki oznaczające litery charakterystyczne dla polszczyzny, dodatkowy wyraz odczytywany wężykiem, z określeniami też można pokombinować, można przecież ujawnić jakieś litery, a określenia podać w przypadkowej kolejności.

  3. Może jest taki wymóg albo przekonanie, że jakaś krzyżówka musi być i robi się to jak najmniejszym nakładem pracy?
    Dorzucę jeszcze anegdotkę. Córki dostały jako pracę domową (zespołową) ułożenie krzyżówki zawierającej określony zestaw słów. Prawdopodobnie chodziło o logogryf, ale podeszły do sprawy bardziej ambitnie i z niejakim wsparciem z mojej strony powstała krzyżówka tematyczna spełniająca „nasze” wymogi (każde słowo krzyżowało się co najmniej dwukrotnie), zawierająca około 10 wyrazów.
    Została oceniona na czwórkę z plusem. Pani miała kłopoty ze skorelowaniem numerów w diagramie i określeń… Z logogryfem nie byłoby tego problemu.

  4. Z anegdotki wynika, że w szkole nie warto wiedzieć więcej, niż nakazuje podręcznik. A pokazywanie, że wie się więcej od nauczyciela może przynieść same kłopoty. I na nic tłumaczenie, że wie się od taty, który pasjonuje się tematem.

    1. „I na nic tłumaczenie, że wie się od taty, który pasjonuje się tematem.”

      A może to dlatego, że wielokrotnie praca domowa odrobiona samodzielnie ma większą wartość niż ta, „odrobiona” z pomocą taty. 😉

      1. Tu nie chodzi o odrabianie pracy domowej za ucznia, tylko o przekazywanie swojej wiedzy. Wyobraź sobie, że jesteś miłośnikiem np. broni białej i widzisz, że w podręczniku do historii rodzaje broni są błędnie podpisane. A potem dziecko ma wykonać prezentację o różnych rodzajach broni, przychodzi do Ciebie, prosi o wskazówki i stosuje się do nich, a na koniec dostaje słabą ocenę, bo prezentacja nie zgadzała się z tym, co w podręczniku.
        Dla mnie anegdotka przytoczona przez Jacka jest bardzo smutna i nie chodzi o ocenę (4+ to dobra ocena), ale o to, czego taka sytuacja uczy.
        Natomiast jeśli chodzi o wyręczanie uczniów (robienie za nich prac domowych) to pełna zgoda. I dziękuję za komentarz.

        1. Przy okazji nauczyciel mógł wpłynąć negatywnie na obraz rodzica w oczach dziecka. I nie jest ważne, czy wiedział, że ojciec to dwukrotny Szaradziarski Mistrz Polski, bo powinien mieć na względzie, że taki efekt (pogorszenie obrazu) jest prawdopodobny. Nauczyciele zresztą nieraz powtarzają, sam słyszałem wielokrotnie, że trzeba uczniom pomagać, co oczywiście nie oznacza robienia za nich (tu taka sytuacja nie miała miejsca).
          Myślę, że ocena nie była efektem podejrzeń o brak samodzielnej pracy, ale szaradziarskiej ignorancji nauczyciela.

        2. Przecież to była ironia.

          A na poważnie – problemem jest poziom jaki reprezentują nauczyciele naszych pociech.
          Owszem znajdują się wśród nich prawdziwi pasjonaci, zaangażowani i starający się stale się dokształcać. Ale niestety większość reprezentuje jednak poziom „średni” i niestety „niżej niż średni”. Szkołę podstawową kończyłem prawie czterdzieści lat temu, ale nie sądzę, żeby dużo się zmieniło (chyba, że na gorsze). Kiepsko opłacana profesja, o niskim prestiżu wśród uczniów nie zachęca do wykonywania.

  5. Pełna zgoda w kwestii tego, że praca wykonana samodzielnie ma większą wartość. Jednak przynajmniej na dalszych etapach edukacji do rozwiązania wielu problemów nie wystarcza widza wyniesiona z lekcji i podręcznik. I co wtedy? Najczęściej pomoc przynosi Internet, Wikipedia (nic w tym złego, ale niech to nie będzie jedyne źródło). Ale niekiedy tym źródłem wiedzy może być ktoś starszy, kto odpowiednio ukierunkuje, pomoże uporządkować wiedzę – oczywiście nie wyręczając ucznia.

  6. Cóż, nie tylko szkoła jest w tej kwestii „zacofana”. Również jedynie słuszna telewizja polska (zwana narodową) emituje turniej „Gra słów. Krzyżówka” prowadzony przez p. Radka Brzózkę, gdzie żadnej krzyżówki [nawet przerywnikowej ;-)] nie uświadczysz… Zatem nie tylko dzieci i młodzież są wprowadzane w błąd. Inna sprawa, że nazwa „Gra słów. Logogryf” jest chyba jednak dużo mniej chwytliwa. Podejrzewam, że przy takiej nazwie przeważająca część społeczeństwa (w tym i potencjalnych uczestników programu) nawet nie zwróciłaby uwagi na taki tytuł, chcąc obejrzeć rozrywkę w tv.
    Niestety (i tu znowu kłania się edukacja) – czego Jasia nie nauczą, tego Jan nie będzie umiał!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *