Pchełki 21-25

13 maja 2020

21

Taki żart homonimowy krążył niedawno wśród młodzieży.

22

Czasem błędnie napisane określenie zakłada czapkę niewidkę i trudno je wyłapać mimo wielokrotnego czytania. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy niepoprawny tekst naśladuje ten właściwy: jest zachowany podobny rytm, słowa pochodzą z tego samego kręgu i tylko jedno z nich zostało zastąpione innym. Zdarzyło się tak kiedyś ze słowem  „teatr”. Było to jedno z tych określeń, w których występuje wielokropek oznaczający opuszczenie wyrazu. Szedł sobie ten tekst nietknięty przez kolejne etapy redakcji, adiustacji, korekty, aż wreszcie ktoś ze zdumieniem zauważył, że wygląda on tak:

„… jednego widza”

(a miało być oczywiście „… jednego aktora”)

23

Przekonałam się jakiś czas temu, ile znaczy świeże spojrzenie na wielokrotnie wykorzystywany tekst.  Rozwiązywałam krzyżówki w towarzystwie pewnej młodziutkiej osoby i niektóre określenia czytałam na głos. Jedno z nich brzmiało: „kura hodowana dla jaj”. Cóż, przeczytałam je i chciałam przejść dalej, ale w tym momencie moja słuchaczka zastygła z otwartą buzią. Uznała, że sobie z niej jaja robię (nomen omen), a kiedy zapewniłam ją, że nie zmyślam, chciała zobaczyć ten bardzo zabawny tekst na własne oczy.
Od tamtej pory, ilekroć spotykam w krzyżówkach to określenie, staram się patrzeć na nie JEJ oczami.

24

Dziesiąte przykazanie

– Jak brzmi dziesiąte przykazanie? – takie pytanie padło kiedyś na lekcji religii, w której uczestniczyłam. Choć tyle lat minęło, pamiętam bardzo dobrze, że kolega wyrwany do odpowiedzi zastanowił się chwilę, po czym  wyrecytował:

– Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

– Nie, to nie jest dziesiąte przykazanie – powiedział ksiądz i skinął na chłopaka siedzącego obok. Z każdą kolejną identyczną odpowiedzią rosła irytacja naszego katechety. Równolegle wzrastało nasze zdziwienie. Niektórzy  otworzyli ukradkiem modlitewniki i ze zdumieniem zauważyli, że jest tam napisane dokładnie to, co powtórzyło już kilka osób. Siedziałam wystarczająco daleko i nie zostałam odpytana, ale byłam równie zakłopotana, jak reszta klasy.

Wreszcie ksiądz nie wytrzymał i zdenerwowany wybuchnął:

– No, ale przecież to nic nie znaczy!

Dopiero wtedy zrozumieliśmy, o co chodzi i wspólnymi siłami ustaliliśmy, że dziesiąte przykazanie (w „Dekalogu” ściśle powiązane z przykazaniem dziewiątym) brzmi: Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego.

25

Powyższa historia mówi o kilku sprawach. Po pierwsze: o znaczeniu kontekstu, po drugie: o bezmyślnym uczeniu się tekstów, i wreszcie po trzecie: o zapadaniu w pamięć.  Mogę się obruszać wspominając nauczycieli, którzy tworzyli na lekcjach „łamigłówki” i przeciągali zagadkową sytuację wywołując często duży niepokój klasy, ale nie da się ukryć, że to właśnie te zdarzenia najczęściej wspominam.

Podobnie bywa w szaradziarstwie. Do dziś zostało w mojej głowie słowo „rapidyna”, które pojawiło się kilkanaście lat temu na szaradziarskich mistrzostwach Łowicza. Albo słowo „opilca” z pewnych mistrzostw Grudziądza. Pamiętam nie tylko słowo, właściwą pisownię, znaczenie, ale również własne emocje, które pomogły mi ten wyraz zapamiętać.


Od czasu do czasu notuję różne ciekawostki, krótkie rozważania i żarty mniej lub bardziej związane z szaradziarstwem.

Pchełki 16-20 są tutaj, a pchełki 1-15 tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *