Z wypiekami na tacy szukam idealnego opisu krzyżówki metamorficznej

23 kwietnia 2020

Stoję przed ladą chłodniczą w cukierni. Za szybą mnóstwo słodkości: rurki, torty bezowe, wuzetki. Co wybrać? Jedno ciasto wygląda szczególnie smakowicie i znajomo… hm, coś się jednak nie zgadza.
– Przepraszam, co to za ciasto? – pytam.
Sprzedawczyni patrzy na mnie, nie kryjąc zdziwienia.
– No przecież kopiec kreta – mówi. A potem dodaje:  – tylko taki… płaski.

Ach tak.  Wszystko staje się jasne. Przed oczami przelatuje mi reklama telewizyjna z brązowym kopczykiem wyłaniającym się z trawy. Okruszki na wierzchu wyglądają jak wzruszona ziemia.

Ciasto wygląda bardzo apetycznie i zgrabnie w takiej kopulastej formie, ale przecież to płaskie jest o wiele praktyczniejsze: łatwiej zrobić, łatwiej sprzedać, łatwiej zapakować, łatwiej pokroić. Można sobie uszczknąć kawałek z brzegu, podczas gdy taką kopułkę należałoby kroić jak tort. Naprawdę nie ma żadnego powodu, żeby upierać się przy półkulistej formie.

Wychodzę z cukierni z kawałkiem płaskiego kopca kreta w papierze i myślę, że z karpatką ten numer by nie przeszedł. Z rurką też chyba nie.


Uff, ciężki jest powrót do rzeczywistości po takim wspomnieniu. Kopiec kreta mogę sobie teraz zobaczyć, ale w ogródku.

Sytuacja z cukierni przypomniała mi się, gdy po raz kolejny zadałam sobie pytanie: dlaczego to robimy? Dlaczego tak traktujemy wyrazy, hasła, definicje, związki frazeologiczne? Zauważamy jakieś zjawisko lub przedmiot i zaczynamy szukać nazwy. A kiedy nazwa przyjmie się, nierzadko traktujemy ją niezgodnie z przeznaczeniem – nadużywamy, podkradamy do nazwania czegoś innego, przekręcamy, jesteśmy niekonsekwentni, a czasem gotowi pójść na noże, żeby bronić tej jednej z dwóch poprawnych form (bo ta druga nam się nie podoba i nawet orzeczenie Rady Języka Polskiego nas nie przekona).

Zauważyłam, że (być może wskutek dużej ilości wolnego czasu) wiele osób zaczęło ostatnio robić to, co od zawsze było domeną szaradzistów, czyli baczniej przyglądać się słowom. Przeczytałam gdzieś, że źle rozumiemy słowo panika (właściwe znaczenie oznacza coś o wiele poważniejszego, niż nam się wydaje) a w innym miejscu, że nie ma czegoś takiego jak kwarantanna narodowa (bo jak wszyscy są w kwarantannie, to nikt nie jest). Pojawiły się nowe zrosty zaczynające się od członu „korona” (koronakryzys, koronaparty) i sporo ciekawych wyrażeń, z których najbardziej utkwiła mi w pamięci „maseczka antymandatowa” (czyli taka, którą zakłada się w celu uniknięcia kary finansowej, niekoniecznie chroniąca przed wirusem).

Kilka innych przykładów: epidemiczny kontra epidemiologiczny, zakazić czy zarazić, wyleczony czy ozdrowieniec, nauka zdalna czy edukacja domowa. Tuż po zamknięciu szkół w wielu miejscach natknęłam się na informację, że cała Polska jest teraz w edukacji domowej. Cóż, Wojtek był w ED przez 5 lat i zapewniam, że wychodził w tym czasie z domu: na zajęcia teatralne, angielski, wycieczki, zajęcia plastyczne, do muzeum itp. Edukacja domowa nie oznacza izolacji.

Wróćmy do szaradziarstwa…

Bywa tak, że określenie jakiegoś wyrazu, nazwa zadania szaradziarskiego lub jego opis są używane w danej redakcji lub przez danego redaktora bardzo długo w takiej samej formie. To oczywiście nic złego. Korzystanie z utartych wzorów bardzo ułatwia i usprawnia pracę redakcyjną, która polega na ciągłym weryfikowaniu i rozstrzyganiu czegoś, nieustannym podejmowaniu decyzji w bardzo drobnych sprawach. Redaktorzy latami trzymają się akceptowanych przez siebie określeń wyrazów, opisów i nazw zadań, aż do momentu, w którym następuje coś w rodzaju olśnienia, że przecież dana forma nie jest do końca logiczna, że można to napisać lepiej. Myślę, że każdy kto miał okazję zasmakować pracy redakcyjnej, wie o co chodzi. Kiedy dojdzie do sytuacji, w której dany opis zaczyna redaktora „uwierać”, na ogół nie ma już odwrotu i prędzej czy później następuje zmiana: nazwy zadania, opisu zadania, formy graficznej zadania itp.

A wszystko to pod czujnym okiem czytelników, autorów zadań, redaktorów z konkurencyjnych wydawnictw. Czytelnik przegląda czasopismo A i zauważa, że redaktor A preferuje przy opisie jakiegoś zadania formę A, a w czasopiśmie B tego samego wydawnictwa redaktor B wybiera formę B. I jest jeszcze czasopismo C prowadzone przez redaktora C, który ma do opisu danego zadania stosunek neutralny, w związku z czym czasem wybiera A, czasem B, a czasem zostawia tak, jak napisał autor.

W rolę poszukiwaczy idealnych opisów wcielają się również autorzy zadań przeznaczonych do druku oraz autorzy i redaktorzy zestawów turniejowych, którzy przynajmniej teoretycznie mają większą swobodę w podejmowaniu decyzji. To wszystko sprawia, że mamy ogromną różnorodność w nazewnictwie, opisach i określeniach.

W ostatnich tygodniach sporo rozwiązuję. A jeśli nie rozwiązuję to przeglądam czasopisma, czytam felietony i ciekawostki, delektuję się wszystkimi szaradami, których chyba nigdy w życiu nie czytałam tak dokładnie, jak teraz. Rozsmakowałam się nawet w takich prościutkich wybierankach z „Rozrywki”. Ot, dwie zwrotki i niewielki diagram. Cierpliwie przepisuję szyfry w różnych mniejszych i większych zadaniach. Najpierw rozwiązuję jakąś jolkę, potem przymrużkę, potem coś jeszcze innego i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że uwielbiam to bogactwo, które oferuje szaradziarstwo.

No, ale odbiegłam od tematu, a całe to rozważanie wzięło się z poszukiwania odpowiedzi na pytanie: jak z kilku opisów danego zadania wybrać ten najlepszy? Kiedy szukałam stosownego przykładu, pomyślałam o krzyżówce metamorficznej.

Od razu się przyznam, że nie wiem, kto wymyślił krzyżówkę metamorficzną. Nie wiem, czy od początku nosiła obecną nazwę, nie wiem także, jaki był jej pierwszy opis. Nie znalazłam odpowiedzi ani w internecie, ani w „Encyklopedii Rozrywek Umysłowych” (szukałam i pod K, i pod M). Jeśli zajrzy tutaj ktoś, kto ma stosowne informacje, będę bardzo wdzięczna za podzielenie się nimi.

Przeszukałam trochę wyrywkowo swoje zasoby i zanotowałam kilkanaście różnych opisów krzyżówki metamorficznej. Nie jest to zbiór pod żadnym względem kompletny. Na uwagę zasługuje zestaw zadań z XXI Szaradziarskich Mistrzostw Warszawy zawierający dwie krzyżówki metamorficzne opatrzone różnymi opisami.  Tylko w jednym spośród znalezionych przeze mnie przypadków (eliminacje strefowe XII Szaradziarskich Mistrzostw Polski) zadanie nazywało się inaczej, a mianowicie: wyrazy z wyrazów.

Krzyżówka metamorficzna jest jednym z tych zadań, po które sięgam bardzo chętnie, zarówno w zestawach turniejowych, jak i w czasopismach. Mimo takiej różnorodności opisów, nigdy nie miałam wątpliwości, o co chodzi. Być może wynika to z tego, że znam nazwę, która jest używana konsekwentnie. Ale wyobraźmy sobie osobę początkującą, która zetknęła się z krzyżówką metamorficzną po raz pierwszy lub drugi i jeszcze nie kojarzy samej nazwy, która nie mówi zbyt wiele. O większości zadań, w których z podanych słów tworzy się inne wyrazy możemy powiedzieć, że są oparte na przeobrażeniu i nazwać je ogólnie metamorficznymi. Dlaczego więc tylko jeden rodzaj przemiany, w którym z wyrazu krótszego tworzymy wyraz dłuższy, tak aby każda z liter wyrazu wyjściowego wystąpiła w wyrazie szukanym co najmniej raz, nazywamy zmianą metamorficzną?

Być może dlatego, że szaradziści tak jak wszyscy inni często traktują język użytkowo i posługują się nim bardzo spontanicznie, czerpiąc z własnych skojarzeń. Stąd płaskie kopce, wiszące stoły czy kwarantanna jako odosobnienie „wewnętrzne” całej populacji.

Który więc opis jest najlepszy? Moim zdaniem każdy jest wystarczająco dobry, o ile prowadzi do właściwej komunikacji na linii: autor – redaktor – czytelnik 🙂


Powinnam jeszcze wytłumaczyć, co to za ciasto na rysunku nad tekstem, bo przecież nie kopiec kreta. Otóż…

Na lekcji polskiego w pierwszej klasie liceum uczeń odpowiada z przerobionego materiału. Wizytówka kluczowej postaci, a jest nią włosko-polski artysta epoki baroku i klasycyzmu (nadworny malarz króla Stanisława), jak na złość uleciała z pamięci. Nauczycielka próbuje podpowiedzieć:
– Imię ma takie, jak to dobre ciasto z cukierni. Czekoladowe takie.
– Murzynek?
Rozlega się ryk klasy.

Jak się nazywa to ciasto i o jakiego artystę chodzi?

4 myśli w temacie “Z wypiekami na tacy szukam idealnego opisu krzyżówki metamorficznej”

  1. Powoli dołączam do grona najstarszych górali (tych, co to nie pamiętają), więc żeby nie pokręcić, sięgam do zapisków z epoki. Oto fragment mojego artykułu „Myślenie równoległe” z wydawanego kiedyś przez Federację Klubów Szaradzistów rocznika „Szaradziarstwo”. Pisałem tam o sytuacjach, kiedy widzimy w druku niejako „swoje” zadanie, ułożone równolegle przez innego autora:
    „Zasady konstrukcji palindromu czy logogryfu są powszechnie znane wśród autorów-szaradzistów. Nie powinno więc być nadmiernym zaskoczeniem, jeżeli dwóch czy trzech spośród kilkuset układających wpadnie na ten sam pomysł. Ale co powiedzieć, jeżeli tych dwóch czy trzech wymyśli jednocześnie taki sam NOWY TYP zadania? Przedsmak tego miałem podczas Biesiady Szaradziarskiej w Krakowie w 1984 roku. W przeddzień Wielkiego Turnieju rozmawiałem ze Stanisławem Sobolewskim. Mówiliśmy o tym, nad czym pracujemy, i obaj wymieniliśmy podobny typ zadania. Ja miałem tylko spis kilkudziesięciu par wyrazów takich, jak np. trepan – pantera, Kurpie – krupier, taper, patera, i dość mętny pomysł, by wykorzystać je w zadaniach tekstowych. Esse [młodszym wyjaśniam, że to pseudonim S. Sobolewskiego] miał już nawet nazwę dla tego zadania: stenoanagram. Jakie było nasze zdziwienie, gdy następnego dnia w jednym z zadań turnieju rozpoznaliśmy realizację naszej idei. Nie była to jednak forma wierszowana, lecz zadanie diagramowe – krzyżówka metamorficzna autorstwa Marka Penszki”.
    Zatem mamy autora pierwszej krzyżówki metamorficznej: Marek Penszko.

    1. Bardzo dziękuję za wyczerpujący komentarz. Przypuszczałam, że historia tego zadania jest starsza od tej, którą pamiętam, ale nie sądziłam, że aż o tyle lat. Przytoczony opis pokazuje również, jak pomysły i działania różnych osób krystalizują się niemal równolegle.

  2. I jeszcze kwestia malarza. Początkowo trochę się zdziwiłem, bo niedawno pisałem w określeniu jolki „nadworny malarz Stanisława Augusta Poniatowskiego” – pomyślałem, że przecież nie ma wypieku „Bernardo” (chodziło o Canaletto, czyli Bernardo Bellotto). Ale teraz już wiem – i podoba mi się to, tak jak każdy tort czekoladowy (a tu jest i biszkopt z kakao, i krem czekoladowy).

    1. Tę podpowiedź (nadworny malarz króla Stanisława) zaczerpnęłam z Wikipedii i cały czas chodziło mi po głowie, że tu jest coś mylącego. Rzeczywiście, teraz bez chwili wahania powiedziałabym, że Canaletto kojarzy się jako pierwszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *