Cztery kółka kiełbasy

21 lutego 2020

Cztery kółka kiełbasy


Jakiś czas temu robiłam zakupy w hipermarkecie. Właśnie zaczął się w nim tydzień z bakaliami i tuż po wejściu powitały mnie stosy migdałów, moreli i rodzynek. Już miałam pomaszerować dalej, gdy coś przykuło mój wzrok. Bardzo rzadko śmieszą mnie „literówki towarowe” czy absurdalne nazwy artykułów wynikające na ogół z automatycznego tłumaczenia, którego nikt nie sprawdza. Tym razem jednak trafiło się coś takiego:

orzeszki archaidowe solone

Zachichotałam, ale po chwili przywołałam się do porządku. Tutaj nie ma się z czego śmiać. Nawet jeśli to tylko zwykła literówka – to i tak bardzo dobrze ilustruje zjawisko, z którym stykają się szaradziści, szczególnie na turniejach. Z niewiadomych względów błędna wersja słowa potrafi się bardzo mocno uczepić.

Ileż to już razy słyszałam:
– Areopag czy aeropag, nigdy tego nie zapamiętam.
– Behemot czy Behomet (to à propos jednego zadania z Łochowa).
Na pierwszym tegorocznym turnieju jeden z kolegów pożalił się:
– Już trzeci raz napisałem „Yedi” (w tytule „Powrót Jedi”).
Najgorzej, gdy mylące się litery wypadają poza skrzyżowaniami. Wtedy nie pomaga nawet zielone światełko, które pojawia się w głowie po odczytaniu określenia. Do głowy przychodzą dwie wersje, lecz nie wiadomo, która jest poprawna.

Czasem nie chodzi o kolejność liter, ale o inne skojarzenie, które nieopatrznie przylgnęło do danego wyrazu.  Ja mam tak ze słowem „barbecue”. Ilekroć widzę wśród określeń „przyjęcie ogrodowe z pieczeniem kiełbasek na ruszcie” (lub coś podobnego), natychmiast pojawia się u mnie myśl, że gdzieś trzeba będzie wpisać literę „Q”. Kiedyś zablokowałam się na zadaniu, w którym znalazło się słowo „barbecue”, a w diagramie ujawniono wszystkie „niepolskie” litery.

Wracając do moich zakupów…

Opuściłam dział z bakaliami, lecz myślenie o szaradziarstwie wcale mnie nie opuściło. Chodziłam po sklepie, wybierałam produkty, a ich nazwy zamieniałam na określenia znane z krzyżówek.

Wkrótce w moim wózku znalazły się:
„pokarm oseska” (2 butelki)
„rozsmarowywane na kromce chleba” (2 kostki)
„używana do zabielania zupy” (kubeczek)
„krojone na mizerię” (kilka sztuk)
„koksy lub renety” (w rzeczywistości jonagoldy) …

Zatrzymałam się na kolejnym dziale, żeby wybrać „luksusową wędlinę na kanapki” i właśnie wtedy usłyszałam,  jak za moimi plecami, na takiej „wyspie” pośrodku, pewna pani prosi o cztery kółka kiełbasy.

Kilka godzin później zwróciłam się do Zuzi z takim pytaniem:
– A dałoby się narysować kiełbasę jadącą samochodem?
– ???
– No bo wyobraziłam sobie taki ciąg rysunków: na hakach wisi kiełbasa, najpierw jedno kółko, potem dwa…, wreszcie cztery kółka, czyli kiełbasa w samochodzie.
– Dałoby się.

Za jakiś czas dostałam pierwszą wersję.
– Jest prawie idealnie – powiedziałam. – Chciałabym jeszcze, żeby kiełbasa miała twarz, rozwiane blond włosy i takie coś sterczące na głowie.

W ten sposób powstał rysunek otwierający ten tekst. Zamieściłam go tutaj, ponieważ dobrze ilustruje dwa składniki szaradziarstwa, które osobiście bardzo lubię.

Pierwszym z nich jest homonimia, drugim antropomorfizacja.

Homonimy „wyskakują” nagle z czytanych tekstów, oglądanych programów telewizyjnych, podsłuchanych rozmów, słuchanych audycji radiowych. Szaradzista może taki materiał przerobić na klasyczny dwuwersowy homonim albo rebus homonimowy, a nawet kalambur (gdy dwa słowa łączą się w zaskakujący sposób w trzeci wyraz).

Czasem pojawia się wtedy potrzeba uczłowieczenia jakiegoś członu: zwierzęta, rośliny lub przedmioty wykonują różne czynności, przejawiają ludzkie uczucia, są właścicielami określonych rzeczy. W antropomorfizowaniu szaradziarskiego materiału nie trzeba ściśle przestrzegać wszystkich praw fizyki czy biologii, przeciwnie – można zaszaleć na tyle, na ile pozwala wyobraźnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *