Pora do okulisty

3 stycznia 2020

Wracamy samochodem do domu. Jest późne popołudnie i duży ruch na drodze. Stoimy w korku, przesuwając się kilka metrów na minutę, więc wypatruję za oknem czegoś, co choć na chwilę zajmie umysł i wypełni czas.

Mijamy kolejne budynki. Nagle, zza drzewa wysoko nad głową wyłania się witryna sklepowa z takim napisem:

Fraki, garnitury, smokingi do 130 cm

Patrzę i oczom nie wierzę. Co u licha? Eleganckie stroje dla ośmiolatków? Zaraz, zaraz… Danny DeVito ma 147 cm, więc i on by się nie załapał?!  O co chodzi?  Chciałam zająć umysł i udało się. Teraz tkwię z nosem przy szybie i zastanawiam się, czy to żart, fantazja właściciela sklepu, a może literówka i zamiast „do” powinno być „od”…

W tym momencie samochód przed nami sunie trzy metry do przodu. Podążamy za nim. Nie odrywam oczu od tego zagadkowego napisu i nagle widzę, że pod spodem widnieje coś jeszcze. Ta niezwykle istotna końcówka brzmi następująco: w pasie.

Czyżby pora na wizytę u okulisty?

Rozwiązuję jakąś jolkę i od razu wpada mi w oko określenie jednoznacznie wskazujące „peryskop” („oko” łodzi podwodnej). W zadaniu ujawniono wszystkie litery „R”. Przelatuję kratki wzrokiem – bez sukcesu: słowo „peryskop” nigdzie nie pasuje. Wpisuję kolejne wyrazy, ale dopiero gdy diagram jest już w dużej części wypełniony, czytam te trzy wyrazy dokładnie: „oko” aparatu fotograficznego.

Innym razem trafiam na określenie „niebieskie życie”. W głowie od razu rozwijają mi się dwie zakładki skojarzeń: jedna związana ze słowem „niebieskie” , druga ze słowem „życie”. Szukam czegoś wspólnego, jednak bez rezultatu. Jest „ciało niebieskie”, „niebieski ptak”, „Niebieska sukienka”… I jest „Słodkie życie”, „eliksir życia”, „proza życia”. Na koniec zostaje mi jedno wolne miejsce w diagramie, w które wpisuję słowo… chabry („niebieskie w życie”).

Notuję w pamięci różne tego typu opisy z kilku powodów.

Po pierwsze: uważam, że są naprawdę zabawne. Opowiadam takie historie dzieciom i innym osobom nie interesującym się szaradziarstwem – reakcją jest najczęściej szczery śmiech. Chciałabym, żeby szaradziarstwo było odbierane jako przystępne i budzące radość. Nie wyobrażam sobie wyłącznie encyklopedycznego podejścia do tego hobby, okrojonego z całej tej humorystycznej otoczki, chociaż to oczywiste, że szaradziści, tak jak w każdym innym obszarze, także i w tym potrafią się pięknie różnić.

Po drugie: każdy taki błąd może zaprocentować w przyszłości, zwłaszcza na turniejach. Mówię sobie: nie spiesz się, czytaj uważnie, jeśli zabrniesz w ślepą uliczkę zrób krok w tył itd.

Po trzecie: uświadamiam sobie, jakie to szczęście, że owa niemoc wzrokowa, nadinterpretacja lub inne gapiostwo przytrafiło mi się w domowych pieleszach, z kawką u boku. Niech to się nawet zdarza na turnieju (kto startuje, ten wie o czym mówię), po pewnym czasie będę się z tego śmiać.

Na ubiegłorocznych Szaradziarskich Mistrzostwach Grodziska Mazowieckiego rozwiązywaliśmy m.in. Jolkę z ptasią szkotką. Większość wyrazów została określona, ale kilka z nich należało utworzyć wpisując w pola z kropką nazwy ptaków, a w wolne pola dodatkowe litery, tak aby powstały rzeczowniki pospolite. Zadanie uznałam za ciekawe, jednak dość pracochłonne. Trochę czasu zajęło mi odgadnięcie, o jakie ptaki chodzi. A potem okazało się, że nazwy ptaków zostały podane tuż pod opisem zadania. Trzy milimetry niżej. Jak mogłam tego nie zauważyć?

W 2014 roku uczestniczyłam w IX Mistrzostwach Polski w Sudoku. Zapamiętałam zwłaszcza drugą rundę, w której prawie każdy rodzaj zadania występował w dwóch wersjach (małej i dużej). Dodatkowo każdy z nich został zilustrowany przykładem. Z tego co pamiętam, zdarzyło się, że ktoś zaczął od rozwiązywania… przykładu. Dla jasności: tuż obok , po prawej stronie, było jego rozwiązanie.

Ile to już razy po turnieju słyszałam lub sama mówiłam ze zdziwieniem:

– to było w kolejności alfabetycznej?! (nie skorzystałam z tego ułatwienia)

– kolejne wyrazy krzyżowały się ze sobą?! (jak wyżej)

– to była synteza z przeskokiem?! (a myślałam, że szkotka z przeskokiem, która jest według mnie zdecydowanie trudniejsza)

– to tam był jakiś rebus?! (drobne zadanie zamieszczone na ostatniej stronie wygląda czasem jak logo sponsora)

Póki takie niedopatrzenia zdarzają się na turnieju, mogę się tylko śmiać.

W ubiegłym roku byłam świadkiem przedziwnej sytuacji, która wynikła na skutek pochopnego czytania i błędnej interpretacji. Do tej pory trudno mi w nią uwierzyć.

Miało to miejsce w połowie kwietnia, na egzaminie ósmoklasisty. Wojtek jako uczeń w systemie edukacji domowej zdawał ten egzamin na wyjeździe (a konkretnie w pięknym Drohiczynie) i ja mu wtedy towarzyszyłam. Ostatniego dnia był egzamin z języka obcego, zdawany nie jak dwa wcześniejsze na sali gimnastycznej, ale w małych salach (ze względu na konieczność wysłuchania nagrań). Jeden z uczniów chciał sprawdzić, do której sali został przydzielony, ale nie mógł odnaleźć swojego nazwiska na żadnej z list. Okazało się, że jego nazwisko widnieje samotnie na jeszcze jednej liście wiszącej obok. Wynikało z niej, że nie będzie zdawał języka angielskiego (tak jak przypuszczał), ale… język niemiecki, omyłkowo wskazany przez jego mamę w deklaracji. W tradycyjnym trybie nauki pomyłka taka zostałaby bez trudu skorygowana (są egzaminy próbne, deklaracje wypełnione przez uczniów zbiera nauczyciel, który w razie wątpliwości dopyta), w opisanym przeze mnie przypadku nie dało się nic zrobić. Kiedy o tym myślę, czuję się trochę nieswojo. No bo kto się nigdy w życiu nie pomylił? Mama owego ucznia uznała, że kwituje podpisem wybór drugiego języka na kolejny rok szkolny. Porównałam potem oba pliki (wybór języka w klasie VII i wybór języka na egzamin ósmoklasisty) i okazało się, że ich nazwy różnią się tylko liczebnikiem.

W porównaniu z niektórymi pomyłkami w „prawdziwym życiu”, te szaradziarskie wyglądają niewinnie i słodko.

2 myśli w temacie “Pora do okulisty”

  1. „Niebieskie życie” to świetny materiał do Krzyżówki z błędem, w której autor powinien zrobić kilka celowych omyłek, np. „zapomnieć” o zaznaczeniu jednego z czarnych pól, pominąć jakiś wyraz w określeniu itp.

    1. Rzeczywiście. Proszę to wykorzystać 🙂
      Przypomniał mi się jeszcze jeden przykład z tegorocznego turnieju. Na tegorocznych Mistrzostwach Mińska Mazowieckiego była m.in. niewielka jolka, a wśród określeń „kłoda do wytwarzania wrót” (tak to przeczytałam). Ile się nad tym materiałem na wrota namyślałam, zamiast przeczytać dokładniej. Chodziło o „taran”, którym się wrota „wywarza”.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *