Jestem szaradzistką i chętnie o tym opowiem

W trakcie roku szkolnego poniedziałkowe przedpołudnia spędzam w budynku pewnej fundacji, czekając  aż Wojtek skończy zajęcia. Oprócz mnie czekają inne mamy. Rozmawiamy o naszych dzieciach, edukacji domowej, czasem o innych sprawach. Osoby, które tam spotykam, znają mnie jako mamę Wojtka, nie znają natomiast Magdy-szaradzistki. Czasem mam ze sobą jakieś czasopismo i jeśli ktoś pyta, chętnie dzielę się swoją pasją. No dobrze, żartowałam, nikt nigdy nie pytał i nic nie opowiadałam. Aż do pewnego poniedziałku.

A było tak:

Wymieniam luźne uwagi z jedną z mam. Później Ona opowiada o swojej pracy (obszar związany z muzyką). Słucham anegdotek, dopytuję, pada kilka terminów muzycznych, które znam głównie z krzyżówek. W pewnej chwili próbuję dla odmiany powiedzieć coś o szaradziarstwie. Trzymam w ręku jakieś czasopismo, więc nie powinno być trudno. I nagle dzieje się coś dziwnego.  Moja rozmówczyni  nie chce słuchać i nie zamierza tego ukrywać. Mówi, że ma dużo pracy, otwiera torbę i wyciąga jakieś papiery. Już nawet na mnie nie patrzy. Rozmowa skończyła się jak ucięta nożem.

Siadam na końcu korytarza nad pustym diagramem. Zajmuję się krzyżówką. Wtedy pojawia się inna mama – wymieniamy spojrzenia i uśmiechy. Znamy się z widzenia, kilka razy rozmawiałyśmy, ale nigdy o szaradziarstwie. Tym razem to Ona zaczyna „mój wątek”. Pyta co robię, a ja opowiadam: o turnieju, który właśnie się odbył, o zadaniach, o tym jak powstają zestawy, wreszcie rozochocona mówię, że mój mąż również rozwiązuje, i że poznaliśmy się na szaradziarskich mistrzostwach. Rozmowa przeciąga się i zatacza coraz szersze kręgi: cudowne zawiłości polszczyzny, dzielenie pasji z bliską osobą, języki obce, edukacja, a wszystko z szaradziarstwem w tle.

Te dwie sytuacje dzieliło nie więcej niż 15 minut. Byłam zaskoczona. Wyglądało to tak, jakby w krótkim odstępie nawiedziły mnie (jak w „Opowieści wigilijnej”) dwa duchy szaradziarstwa – najpierw Duch Niechętny i Spłoszony, potem Duch Pełen Zachwytu. Co chciały mi przekazać?

Pierwszy z nich ewidentnie mnie podpuścił. Przerabiałam to już wielokrotnie i wiem, że reakcja na próbę zagajenia rozmowy o szaradziarstwie może być bardzo różna: od zupełnej niechęci, znudzenia, a nawet lęku, po autentyczne zainteresowanie i podziw. Wiem to doskonale, a jednak coś w tej rozmowie sprawiło, że znów stałam się początkującą szaradzistką, którą nowo odkryty obszar tak pochłania, że aż chce wyjść na ulicę i pytać: „Ludzie, dlaczego nie rozwiązujecie krzyżówek?!  Przecież to takie cudowne!” Cóż, reakcja jest tylko reakcją i niczym więcej. Nikt nie musi słuchać chętnie o szaradziarstwie i wcale tego nie oczekuję. Moja relacja z mamą nr 1 nie stała się po tamtym poniedziałku ani odrobinę mniej serdeczna. Zawsze chętnie z nią porozmawiam na inne tematy.

Drugi duch wlał w moje serce otuchę. Sytuacja, w której opowiadanie o swojej pasji trafia na podatny grunt, jest bardzo przyjemna. Wie to każdy, kto tego doświadczył. Nie trzeba niczego dodawać.

A tak na marginesie: jest jedna rzecz wiążąca się z szaradziarstwem, która wywołuje u osób postronnych ogromny entuzjazm (potwierdzają to rozmowy z innymi szaradzistami). Tym czymś są… puchary. Te zdobyte przeze mnie i Staszka stoją w kącie sypialni, na podłodze, niezbyt często odkurzane. Prawie za każdym razem, gdy ktoś nowy wchodzi do tego pomieszczenia, rozlega się nagle okrzyk zdumienia:

– Ojej! Ile pucharów!!!

Mamy wtedy okazję wcielić się w rolę ambasadorów szaradziarstwa. Mówimy, jak je zdobyliśmy i czasem rozmowa się rozwija, a czasem nie.

Zachowuję otwartość do rozmowy, ale w ostatecznym rozrachunku liczy się przecież to, czym szaradziarstwo jest dla mnie.

A czym jest?

Kiedy podsumowuję wszystkie swoje lata z krzyżówkami, nie znajduję niczego negatywnego. Szaradziarstwo nigdy mnie nie rozczarowało i nie zawiodło.

Jest jak wierny pies, który niewiele wymaga, cieszy się, kiedy otrzymuje zainteresowanie, nie obraża się z powodu odsunięcia na bok i w każdej chwili chce wrócić do zabawy.

Niewiele kosztuje, nie stawia ograniczeń i daje się połączyć z praktycznie każdą dziedziną.

Sprzyja nawiązywaniu relacji, likwiduje bariery i uczy akceptacji dla odmiennego zdania.

Daje okazję do rozwijania się i spełniania w dowolnie wybranych obszarach.

Jest po prostu wspaniałe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *